Witajcie miłośnicy kawy!

Tu Karolina ze Świeżo Palonej.

Dzisiejszy wpis poświęcę swojemu ulubionemu napojowi, który ostatnio odkryłam na nowo. A wszystko dzięki fali upałów, które nas zalały w czerwcowy długi weekend. Taak! To właśnie słońce natchnęło mnie, żeby przypomnieć sobie smak zapomnianej cold brew. Dzięki Świeżo Palonej to odkrycie tegorocznych wakacji, które na pewno będzie mi towarzyszyć przez całe lato i nie zamierzam nawet sięgać po french press, ekspres przelewowy czy kawiarkę (no dobra, może którąś z naszych filterków Costa Rica Hacienda Sonora, Rwanda Abakundakawa czy Brazil Sitio Sao Lucas wypiję na szybko z przelewu, jak już zabraknie "słoikowej" kawki, bo wszyscy się na nią rzucą i skończy się w mgnieniu oka). 

A zatem do rzeczy!

Wybrałam dla kontrastu ziarna, które lubię też na gorąco: Peru i Rwanda Coco Farm i dodatkowo dla wydobycia jeszcze większego orzeźwienia Cascarę Costa Rica

Pewnie większość z Was wie jak przyrządzić cold brew, ale dla nowicjuszy zdradzę przepis na moją idealną cold brew.

Maceracja, bo tym tak naprawdę jest "parzenie" kawy na zimno to (jak nas uświadamia Wikipedia) jedna z metod wydzielania składników z materiału roślinnego, stosowana dawniej w preparatyce farmaceutycznej. Polega na wyodrębnieniu wybranych składników z materiału, poprzez moczenie go w rozpuszczalniku najczęściej wodzie.

Do sporządzenia idealnego napoju potrzebujemy: naczynie do przygotowania napoju, ja użyłam Dripster cold brew przefiltrowaną zimną wodę (do tego wystarczy najzwyklejszy dzbanek z filtrem Aquaphor), 7g grubo zmielonej kawy (na każde 100ml wody). Przy składaniu zamówienia możecie nas poinformować, że chcecie mieć zmieloną kawę na cold brew i taką też przygotujemy. O grubości mielenia kawy przygotuję osobny wpis, bo to dość obszerny temat.

Mając wszystko co potrzebne czekałam tylko na wieczór, żeby już w następny upalny poranek zadowolić swoje kubki smakowe zimnym, ulubionym napojem!

Przygotowanie? Nic prostszego! Moje proporcje to 56 gramów kawy zalane 800 ml zimnej wody. Całość wstawiłam do lodówki na 12 godzin. Po tym czasie wyjęłam sitko z fusami z dzbanka i gotowe! 

Jako pierwszą przygotowałam Peru. Przez delikatną i aksamitną kwasowość mandarynki i grejpfruta przebijały się delikatne nuty czekolady. Szczerze przyznam, że 800ml to zdecydowanie za mało, polecam Wam od razu przygotować cały litr, bo picie zimnej Peru to ogromna przyjemność.

Kolejnego dnia przerzuciłam się już na Rwanda Coco Farm. Tym razem przygotowałam już na cały litr napoju. Doznanie orzeźwienia było podobne jak przy Peru, ale walory smakowe zupełnie inne. Przy pierwszym łyku wyraźnie wyczuwałam cytrusowe nuty delikatnie przełamane słodyczą ananasa, przy kolejnym siorbnięciu dotarła do mojej świadomości delikatna i przyjemna goryczka jakby ze skórki migdała. Coco Farm jest dla mnie zdecydowanie numer jeden do przygotowania cold brew.

I Cascara. Czyli suszone wiśnie kawowca, które nie wymagają mielenia, więc zalewamy je w całości zimną wodą. Przyznam szczerze, że bardzo zaskoczył mnie ten smak, ale pozytywnie. Smak kawy był tu delikatną nutą, a dominowała miodowa słodycz oraz nuty owocowe: wiśnie i melon. Polecam miłośnikom słodkich napojów!

Osobiście następnym razem spróbuję zrobić mix Cascary i kawy z tej samej plantacji, brzmi obiecująco, prawda?

Podsumowując chcę Was zachęcić do własnych eksperymentów z cold brew, znajdźcie swoje idealne proporcje kawy do wody, szukajcie swoich ulubionych nut smakowych i próbujcie tworzyć własne, idealne przepisy na podstawie zmacerowanej kawy.

Powodzenia! I oczywiście czekamy na Wasze komentarze!